sobota, 18 maja 2013

2 lata mineły jak...jedno popołudnie

   Mamy środek maja,piękną pogodę(przynajmniej u mnie na mazowszu),czas na spacer,grilla czy inne relaksujące zachcianki.W taki zwykły dzień,obchodzę można powiedzieć wielki sukces.Otóż w moim drzewie znajduje się już równe 1000 osób.Dla niektórych to bardzo mało(w internecie znaleźć można i takie z ok. 15 tys.osób-ja nie wiem jak ludzie potrafią stworzyć coś takiego,z drugiej strony jak wiadomo w internecie można wszystko). Dla początkujących to jednak już coś jest,a że się uważam za amatora toteż uważam taką ilość osób zebraną w okresie ponad 2 lat za bardzo dużą.
 

niedziela, 12 maja 2013

Proszę pana, czy ta miłość...istniała??

Skryta,niedoceniona,zapomniana,niedojrzała,nieszczęśliwa,zazdrosna...
Jaka, tak na prawdę mogła  istnieć?
 Kilka wieków temu, zarówno panna jak i młodzieniec, nie mieli zbyt wiele do powiedzenia w sprawie zawarcia związku na całe życie,z osobą której bardzo często po prostu nie znali, a wiek(16-kobieta,17-mężczyzna) pozostawiał wiele do życzenia-państwo młodzi nie zdawali sobie sprawy co tak na prawdę znaczy zawrzeć związek małżeński.
 Zakochać się w kilka dni? Takie rzeczy tylko w książkach i romantycznych  filmach,gdyż rzeczywistość była zupełnie inna. Miłość miała wtedy całkowicie inne znaczenie,czasami wydaję się nam że kiedyś wszystko było bardziej romantyczne,niestety mylimy się...Glównie na wsiach-między chłopskimi rodzinami dochodziło do zawarcia związku z przymusu,zarówno ze strony pana jak i panny młodej.Nie wyobrażamy sobie co wtedy musieli czuć nowożeńcy.Pokochać na siłę czy żyć nieszczęśliwie? Nawet gdy z czasem zdarzały się przypadki pokochania małżnonka po kilku lub kilkunastu latach...ból nie przemijał...ból,który na zawsze pozostawał w pamięci.
rycina przedstawiająca zawarcie małżeństwa
Jeszcze gorszy los czekał ledwo kończące -naście lat.dziewczynki,które były zmuszane do poślubienia często o wiele starszych mężczyzn,czasami nawet po 50 roku życia,z kilkorgiem dzieci(często matka umierała w wyniku komplikacji poporodowych,toteż dzieckiem musiał się ktoś szybko zająć). Wybierano jak najmłodsze panny (często dzieci partnera były starsze od niej) aby stała się ona prawdziwą matką najmłodszych pociech. Do takiej sytuacji dochodziło w wielu rodzinach. np. mój pradziadek Jan Sowiński w wieku 46 lat,bierze sobie za żonę 17 letnią Katarzynę Kot,gdy wówczas jego najstarszy syn Edward miał wtedy 28 lat-zastanawia mnie fakt,jak zwracano się wówczas do macoch,które były młodsze od swoich pasierbów.

Ale w takim razie gdzie była  miłość?
Wydawać nam by się mogło że w dawnych czasach zaloty miłosne polegały na śpiewaniu pieśni i recytowaniu wierszy przed oknem ukochanej tak jak to można zobaczyć chociażby w powieści pt.
"Romeo i Julia". Tak niestety nie było ;/(wyjątek stanowi szlachta lecz, są to pojedyńcze przypadki kiedy dochodziło do takich sytuacji). O listach,wierszach,kartach panny mogły tylko pomarzyć,jak zresztą wiadomo,16-latka,nie miała zbyt wiele pojęcia o zalotach mężczyzny do niej. tym bardziej że rodzinę pana młodego interesował posag,czyli kapitał wkładany przez żonę do małżeństwa.
Wracając do pytania...miłość była tam gdzie zdążyła się narodzić,bez nacisku z żadnej ze stron,bo jak wiadomo w tym przypadku czas był  najważniejszy :)
 Warto również zwrócić uwagę na sposób okazywania uczuć podczas baardzo krótkiej żałoby po małżonku.Było to kilka dni bólu,oddalenia i po wszystkim...nie było czasu na użalanie się nad sobą bo przecież trzeba było iść na pole i zarobić pieniądze na utrzymanie rodziny.
 W domu znajdujemy czasem jakieś listy,kartki czy pocztówki ukazujące prawdziwą miłość(zauważyć można że takie dokumenty posiadamy co na
jwyżej od 1 wojny światowej,więc nie wiemy tak na prawdę jak to wszystko wyglądało  setki lat temu),która istniała na prawdę i poprzez pisanie listów sprawiała wrażenie jeszcze piękniejszej i dojrzalszej.
Czasami do takiego stopnia(oczywiście baaardzo dawno temu) że gdy np. mężczyzna umierał,jego ciało razem z żywą żoną spalano na stosie-niewyobrażalne musiało być wtedy cierpienie małżonki, z 1 strony była to tradycja którą musiała wypełnić a z 2 chęć życia dalej, już bez małżonka.

 Podsumowując...miłość istniała na pewno,tylko czasem po prostu próbowano wszystko za szybko stworzyć, przez co małżeństwo było tylko "związkiem" z nazwy, bez jakichkolwiek uczuć..
Dzisiaj wszystko wygląda inaczej,nie ma już takich sytuacji jakie zdarzały się dawniej...a szkoda,bo powiedzmy sobie szczerze...dzisiejsza młodzież i miłość? Pozostawiam to wam do odpowiedzi :)


  P.S. Przy okazji zapraszam do wzięcia udziału w konkursie "More Maiorum" związanego z dniem matki który tuż tuż...
https://www.facebook.com/events/165350143630342/



czwartek, 2 maja 2013

Ocalmy od zapomnienia...


  Spacerując po cmentarzach, widujemy często przepiękne zapomniane groby,pomniki czy krzyże, które tylko czekają aż ktoś się nimi zajmie...i nie chodzi tutaj o  jednorazowe posprzątanie z okazji Święta zmarłych ale przede wszystkim o fakt aby zainteresować się tym,co dzieje się z grobem na co dzień-ale przede wszystkim chodzi o modlitwę.

 Często po prosto  wstydzimy się zaadaptować pomnik ze względu na to że ktoś z rodziny może sobie po jakimś czasie przypomnieć i możemy mieć później przez to problemy...Ale myśląc logicznie czy ktoś nam może coś zrobić za uporządkowanie czyjegoś grobu ? No raczej nie...






      Niestety, w  dzisiejszych czasach to nie modlitwa stoi na pierwszym  miejscu a opłacenie grobu, które często przerasta ludzi. Czasami dochodzi do sytuacji gdy rodzina wyjeżdża za granice,kontakt z władzami cmentarza się urywa i gdy mija termin płatności grób zostaje zrównany z ziemią,przepiękne czasem kilkuset letnie pomniki i groby stworzone przez genialnych rzeźbiarzy przestają istnieć...tylko dlatego że ktoś nie opłacił miejsca pochówku. Na szczęście takie opłacanie grobów nie zostało jeszcze wprowadzone w mniejszych miejscowościach ale to tylko kwestia czasu...

 Istnieje wiele organizacji które zajmują się uporządkowywaniem czy chociażby zapaleniem świeczki na cmentarzach z terenów byłej RP- tzw. Kresach(czy chociażby zwykłej grupki zapalonych ludzi,którzy chcą zrobić coś dobrego dla zmarłych)  które bardzo często są w opłakanym stanie, szczególnie w małych miejscowościach gdzie ludności polskiej już w ogóle nie ma a tamtejsi mieszkańcy nie interesują się tym co się dzieje na polskich cmentarzach, bo przecież mają swoje prawosławne...
Nie tylko oni mają obowiązek sprzątania grobów,lecz także my...a dokładniej macew na cmentarzach żydowskich,które w Polsce są często dewastowane...zarówno przez młodzież jak i starszych.
 W każdym większym jak i mniejszym mieście znajduje się jakiś cmentarz żydowski,często zapomniany,tak jakby tam nic nie było...a jest! Setki lat kultury i historii ludzi którzy przeżyli mnóstwo ciężkich chwil, które często musieli płacić życiem.
Cmentarz żydowski
 Trochę lepszą sytuacją szczycą się cmentarze powojenne,zarówno w Polsce jak i za granicą,które są wspierane przez przeróżne organizacje,zarówno  państwowe jak i pozarządowe,dzięki którym te cmentarze jako tako wyglądają.Przyczyniają się również do tego rodziny,które pamiętają  że tam,gdzieś na cmentarzu pochowany jest dziadek czy wujek,którzy walczyli za Polskę.Niestety zdarzają się również przypadki gdy po prostu nie wiemy gdzie ktoś jest pochowany,pozostaje wtedy tylko w naszej pamięci i  co najważniejsze modlitwie.

Warto również czasem przyjrzeć się napisom jakie widnieją na grobach. Czasami(szczególnie na starych grobach) są to wprost  błagania o modlitwę...najczęściej na grobach małych dzieci,których pomnik prawie zawsze zwieńczony był aniołem.Już wtedy próbowano symbolizować śmierć dziecka jako narodzenie nowego anioła-anioła stróża.Wszystkie przesłania,modlitwy i symbole na nagrobkach miały kiedyś bardzo ważne znaczenie,niestety w dzisiejszych czasach o takich tradycjach zapomniano.Naszym obowiązkiem jest zadbać chociażby o 1 nagrobek,który za chwilę się rozpadnie bądź zostanie zniszczony przez ciężki sprzęt,
tak aby następne pokolenia miały jeszcze szansę zobaczyć te przepiękne rzeźbiarskie dzieła sztuki...które jakby nie patrzeć przeżyły 2 Wojny Światowe a nie mogą sobie poradzić z  kryzysem w Polsce,bezdusznymi przepisami,które tylko łaszczą się o nowy skrawek ziemi i ludzką  bezinteresownością.

                             




Cmentarz w Krasiboru
Podobny los czeka przydrożne krzyże i kapliczki które z roku na rok są w coraz gorszym stanie i nic nie wskazuje na to aby coś się miało zmienić pod tym względem,nie wspominając o hienach cmentarnych które  kradną żeliwne krzyże-bardzo często z małych,zapomnianych cmentarzy,które gdzieś na skraju wsi,pośród gąszczu traw odchodzą w zapomienienie i stają się wysypiskami....na których przecież są pochowani ludzie!!! Można by rzec "podłość ludzka nie zna granic" i jest to chyba chyba trafne określenie bo jak inaczej nazwać takie bezczeszczenie grobów?


Zastanówmy się czasem i przemyślmy czy wolimy spacerować i modlić się na cmentarzach zapomnianych, zbezczeszczonych, pustych i przygnębiających czy na takich,na których widać że interesuję się  nimi człowiek a nie tylko przyroda...która często i tak za wiele już zdziałała








Na koniec pozostawiam z pięknym widokiem...miejmy nadzieje że może kiedyś tak bedzie na każdym cmentarzu...nie tylko od święta :)








niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozważania na temat powstawania...

    Jakiś czas temu,przeglądając nowo zdobyte akty metrykalne z parafii Wilga, zaciekawił mnie wpis dotyczący mojego praprapradziadka jako że jest on kolonistą. Na początku tak jak każdy,pomyślałem że przybył on z Prus albo Rusi ale jak się później okazało chodziło po prostu o wycięty skrawek lasu,który chłop "skolonizował" i przez to stawał się kolonistą, nawet i z pobliskiej miejscowości-zapisy takie w metrykach miały charakter głównie podkreślający status społeczny na wsi  w XVIII czy XIX wieku.
Holenderski szewc - łatacz obuwia z 1671r
  Jak można szybko zauważyć, w tamtych czasach wpisywano przeróżne przedrostki przed imionami i nazwiskami, od takich dodatków jak Stanisław"Kostka" czy Józef "Kalasanty"(w aktach urodzeń-głównie na wsiach) a było to związane z aktualnym wówczas świętem czy wspomnieniem danej osób, po wpisy dotyczące stanu społecznego-głównie były to takie określenia jak "sławetny,szlachetny itp.". Każdy geneaolog  chciałby mieć w swoich dokumentach "szlachetnie urodzony" "szlachetnego stanu"(szczególnie amatorowie) ale jak się okazuje, często takie bardzo ciekawe informacje nie były wpisywane,czasem po prostu z braku wiedzy(często był to chłop drobnej szlachty) lub po prostu gdy spisujący nie usłyszał że przodek coś tam brzęczy pod nosem :)
 Równie ciekawy wydaje się zapis dotycząsy osoby,w którym zamiast zwykłego młynarza czy garncarza wpisywane jest "majster kunsztu młynarskiego/garncarskiego". Bo jak się okazuje, bycie takim młynarzem czy szewcem na przełomie XVIII czy XIX wieku było czymś bardzo trudnym do zrealizowania,głównie przez brak funduszy kształcenia,co w wiejskich zagrodach było praktycznie niemożliwe-często również zawód dziedziczony był od ojca,dziadka itp...glównie przez to że młodzian wychowywał się w pobliżu "zawodu ojca" i przez to nabierał umiejętności już od najmłodszych lat a dzięki temu nie chciał już robić nic innego jak to co robili przodkowie :)
 Np.
  "katolik kunsztu szewskiego mayster [...] syn Kazimierza i Małgorzaty tej samej profesji".
Tak na prawdę każdy akt zawiera inne dane i warto po prostu się zagłębić w to co jest zapisane :)
  
  Bardzo ciekawi mnie sposób spisywania aktów metrykalnych...Te wszystkie: "Działo się" sprawia że wszystko jest bardzo ładnie zapisane  i aż zachęca do przeczytania i wgłębienia co spisujący miał na myśli,bo jak się okazuje często wystarczy źle przeczytać jedną literę i już całe zdanie dot. np .pochodzenia jest  niezrozumiałe..
 Na stronie  http://rzemiosla.mistrzwitold.com/index.php/slowniki/slownik-rzemiosl-xiii-w/ znaleźć możemy bardzo dobrze wytłumaczone nazwy rzemiosł-taki mini słownik może nam się bardzo przydać(nawet i po to aby nie zadawać tego samego pytania na forach internetowych, kim był przodek z zawodu).
Bardzo ciekawym i chyba jeszcze nie do końca zbadanym tematem jest  zapisywanie aktów metrykalnych dot. księży(zarówno innych wyznań-tam nie ma aż takiego problemu) Jak i np. tych,którzy odeszli od kościoła(możnaby pomyśleć że w aktach mogłoby być wpisywane "byly duchowny Kościoła..."). Niestety nigdy się z czymś takim nie spotkałem ale mam cichą nadzieje że w rodzinie w jakiejś  koligacji mogło zdarzyć się coś takiego,co byłoby zapewne ewenementem.

Warto również wspomnieć o zagadkach,kiksach i innych dopisach, które osoby sobie chętnie dopisywały do aktów aby pokazać że coś znaczą,z jednej strony pokazywali że są kimś więcej niż zwykłym chlopem a z drugiej przedstawiali oni swoje prawdziwe oblicze,zapatrzone tylko w sobie.Często nie potrafimy sobie wyobrazić,jak wielka przepaść dzieliła zwykłego chłopa z panem wg. którego byl on najważniejszy,bo ma szlacheckie korzenie i nic nie musi robić, a zwykły służący powinien zadbać o to aby to jego panu było jak najlepiej,nie patrząc na swoje poniżenie.
Zachęcam do refleksji na ten temat bo jak się okazuje zwykły chłop czy służący okaże się osobą z ciekawszym dorobkiem genealogicznym niż pan wyższego szczebla,chociażby przez romanse ze służbą które w tamtych czasach były czymś bardzo popularnym.



   


piątek, 22 marca 2013

Pochodzenie miało znaczenie...

W dzisiejszych czasach szlachcicem może być  prawie każdy, zarówno adwokat,ksiądz czy nauczyciel jak i  zwykły robotnik...Często nie wiedząc nawet kim byli  nasi przodkowie i czego dokonali a śmiało można stwierdzić że dokonali rzeczy niezwykłych.
 Warto zaznaczyć "prawie",gdyż zgodnie z prawem w naszym kraju szlachectwo zostało zniesione w 1918 roku w  tzw. Konstytucji marcowej. Wszystkie tytuły,nobilitowania i wywody straciły swoją,można powiedzieć ważność. Odtąd prawie nikt nie miał prawa  nazywać się szlachcicem...Nie wolno było się posługiwać tytułami we wszelakich dokumentach, tytuły pozostały jedynie w pamięci ludzi,którzy z chęcią dowiadywali swojej szlachetności nie tylko z pochodzenia lecz takie z mężnego poświęcenia dla kraju.
Ciekawym przykładem jest znany bardzo wielu osobom ród Czartoryskich. Każdy coś o nim słyszał ale tak na prawdę mało kto wie czego dokonała ww. familia.
  


Polska szlachta w mundurach wojewódzkich w XVIII wieku

 Czartoryscy aktywnie działali na scenie politycznej. Po śmierci Augusta II Mocnego Familia opowiedziała się za ekskrólem Stanisławem Leszczyńskim. Jego przeciwnicy – pod Warszawą – obrali drugiego króla, Augusta III Sasa. Nastała wojna domowa, w którą włączyła się Rosja, stając po stronie Sasa. Po objęciu tronu przez Augusta III Familia pogodziła się z dworem królewskim, pełniąc na nim wpływową rolę. Po pewnym czasie zyskała poparcie wschodniej potencji. W 1744 przywódca Familii, Kazimierz Poniatowski zabił w pojedynku przywódcę opozycji Adama Tarłę. Czartoryscy oraz Rosja przygotowywali zamach stanu, przyśpieszony śmiercią Augusta III w 1763. Jako kandydata do korony desygnowano syna Augusta Czartoryskiego – Adama Kazimierza. Jednak cesarzowa Katarzyna II umieściła na tronie Stanisława Augusta Poniatowskiego. Część reform postulowanych przez Familię uchwalił sejm konwokacyjny
Współcześnie jedynymi potomkami księcia Adama Jerzego są książę Adam Karol Czartoryski i jego córka księżniczka Tamara Czartoryska, którzy żyją w Wielkiej Brytanii. Z kolei potomkowie księcia Konstantego Adama żyją do dnia dzisiejszego w Polsce i mają swoich przedstawicieli w Związku Szlachty Polskiej.


Podany wyżej przykład pokazuje jak wielkich rzeczy dokonywały rody szlacheckie na terenie RP. Warto dodać że szlachta byładzielona na przeróżne grupy, od szlachty zagrodowej (dysponującą niewielkimi zagrodami, która tak naprawde nie rózniła się niczym od zwykłych chłopów, poza kultywowaniem rodzinnej tradycji) po szlachtę arystokratyczną.
 Rody najstarsze, o genealogii sięgającej „niepamiętnych czasów” zwano „karmazynami” lub szlachtą karmazynową.

Mężczyzna pochodzący ze stanu szlacheckiego żeniąc się z chłopką tworzył dalej rodzinę szlachecka. Niestety kobieta szlachcianka wychodząc za mąż za chłopa traciła szlachectwo. Łączenie się szlachty z chłopstwem nie było wcale takie rzadkie szczególnie począwszy od XVIII w. na ziemiach Mazowsza i Lubelszczyzny,  gdzie było duże rozdrobnienie majątków ziemskich, a co za tym idzie dużo szlachty bardzo ubogiej (szaraczkowej, zaściankowej) Dość często szlachcic żenił się z bogatą chłopką (córką karczmarza, młynarza). On dostawał pieniądze, ona nobilitację.
 Pozbawienie tytułu szlacheckiego było zdarzeniem rzadkim. Dotykało  ono z reguły osób skazanych za przestępstwa.
Warto zaznaczyć że w każdej rodzinie znajdzie się linia szlacheckiego pochodzenia, nie ważne czy to drobna szlachta czy ta "ważniejsza". Najważniejsze że płynie w nas szlachecka krew. Nie powinniśmy o tym zapominać w codziennym życiu...Pamiętajmy że szlachcicem nie jest ten który pokazuje akty z wywodami szlacheckimi ale ten który swoją postawą życiową  ukazuje prawdziwe szlacheckie pochodzenie.
 Ciekawą instytucją zajmującą się pochodzeniem szlacheckim jest Związek Szlachty Polskiej zachęcam do poczytania... 






piątek, 8 marca 2013

O przeprowadzkach słów kilka...

Witam,
 Często mamy wyobrażenie że w XVII,XVIII czy XIX wieku zmiana miejsca zamieszkania nie była czymś nadzwyczajnym,co ciekawsze czasem przedstawiamy taką przeprowadzkę jako marsz z cygańskimi taborami a jak się okazuje wcale tak nie bywało....

    Migracje spowodowane były wieloma czynnikami,przede wszystkim były one związane z brakiem pracy.
W tamtych czasach  mężczyzna w pełni wieku,bez wykształcenia i  gospodarstwa rolnego nie miał dobrych  perspektyw, więc musiał się przemieszać aby znaleźć jakieś zajęcie...
Często były też związane z lepszymi warunkami pracy. Gdy np w gminie obok został pobudowany  młyn, młyniarz wolał się z całą rodziną przeprowadzić do nowego i tam pracować niż żyć w tej ledwo działającej budowli.Bardzo często dochodziło do przesiedleń,w wyniku których miejsce zamieszkania zmieniały całe rodziny,osady a nawet wsie!!
  Należy rozróżnić,wyżej wymienione migracje  w okolicach swojego miejsca zamieszkania oraz te na większe odległości np. między województwami czy krajami!! Były one często spowodowane zmianą granic państw. Ludność nie  chciała żyć w "nie swoim kraju",wolała sprzedać to co posiada i zamieszkać w swojej ojczyźnie "na nowo", często nie wiedząc co ich czeka po drugiej stronie-nie mięli pojęcia czy znajdą jakiś skrawek ziemi dla siebie.
Czasami migracje były spowodowane zamążpójściem córki lub ożenkiem syna.Kiedy rodzice byli już w podeszłym wieku i  nic nie trzymało ich  w danym miejscu,woleli przenieść się do nowego domu syna.
Często wędrówki miały charakter bardzo lokalny-zdarzały się przeprowadzki do gospodarstwa na przeciwko w wyniku tzw. zamiany domu wraz z gospodarstwem.
Podsumowując,migracje w drugiej połowie średniowiecza zdarzały się często i dotyczyły przeróżnych spraw,często z gorszym skutkiem po niż przed przeprowadzką.




niedziela, 3 marca 2013

Mariawici- nasi bliźni?

Witam,
Chciałbym dziś przedstawić historię Mariawityzmu,który jest Starokatolicką religią powstałą na mazowszu, którą udało mi się poznać  podczas wycieczki rowerowej do Cegłowa.
 Z historii...
W 1902 doszło w Cegłowie do rozłamu religijnego. Ówczesny proboszcz, ks. Bolesław Wiechowicz przeszedł do wspólnoty mariawitów, a za nim uczyniła to większość parafian. Jedynie dwie rodziny pozostały przy Kościele rzymskokatolickim. Pod naporem większości musiały oddać świątynię. Wtedy o nią zaczęli walczyć warszawscy kolejarze, którzy budując szlak kolejowy Warszawa-Terespol kwaterowali w Cegłowie i okolicy. Tłumnie przyjeżdżali co niedzielę do świątyni i uczestniczyli w Mszy św. celebrowanej przez księdza przyjezdnego. W ten sposób przywracali parafii katolickość. Do tej pory miejscowi parafianie uważają kolejarzy sprzed prawie stu lat za bohaterów i obrońców wiary. Ostatecznie po ekskomunice Piusa X, wielu parafian powróciło na łono Kościoła rzymskokatolickiego. Na potrzeby społeczności mariawickiej wybudowano w 1906 duży neogotycki kościół parafialny. Obecnie cegłowska parafia, jest jedną z większych parafii tego wyznania na Mazowszu. Tereny Cegłowa i okolic były bardzo silnie związane z mariawityzmem czego świadectwem jest do dzisiaj okazały cmentarz parafii mariawickiej. Obok prężnej działalności gospodarczej parafia mariawicka prowadziła działalność socjalną i oświatową.
                                                             Kościół w Cegłowie




Głównym celem wycieczki było  sprawdzenie w jakim stanie zachowały się księgi parafialne.
Po rozmowie z tutejszym ks. proboszczem okazało się że istnieją prawie wszystkie księgi od początku istnienia parafii.
Dowiedziałem się że problem jest także miejsce przechowywania ksiąg z parafii, które zostały zniszczone,pod wpływem braku parafian. np. w Gocławiu(pow. garwoliński) czy Pogorzeli(pow. otwocki).

sobota, 2 marca 2013

Internet-skarbnica wiedzy

Witam,
Chciałbym dziś polecić kilka stron internetowych,dzięki którym nasze poszukiwania staną się o wiele prostsze.Jednym z najciekawszych forów dotyczącym genealogii jest portal genealodzy.pl 
Znajdziemy w nim mnóstwo informacji,skany metryk oraz osoby które bardzo chętnie nam pomogą w każdej sprawie,pomogą przetłumaczyć akt czy rozwikłać jakąś zagadkę.
Jeżeli szukamy jakiegoś konkretnego aktu,polecam stronę szukajwarchiwach.pl który pozwoli nam z łatwością znaleźć nam interesujący nas akt.
Jeśli poszukujemy inf. zza wschodniej granicy polecam portal  genealogia.kresowa.info
 który jest naprawdę przydatnym forum w poszukiwaniu przodków na Kresach.
Gdy chcemy już stworzyć drzewo polecam portal moikrewni.pl oraz program  FamilyTreeBuilder, który dzięki swojej prostocie jest na prawdę ciekawym rozwiązaniem dot. drzewa genealogicznego
P.S. Sam go używam :)


pozdrawiam


Podsumowanie

Chciałbym dzisiaj przedstawić listę moich przodków których
udało mi się dodać do mojego drzewa :)
Na dzień dziesiejszy(02.03.2013) w drzewie znajduje się 789 osób,
w tym  90 przodków.Zapraszam do zapoznania się z listą...
rodzice:
Mirosław i Barbara Korgol
dziadkowie:
Wanda i Stefan Sowiński
Barbara i Władysław Korgol
pradziadkowie:
Jan (Katarzyna)i Katarzyna Sowiński
Józef (Aleksandra) i Anna Jedynak
Stefania i Bohdan Krasnodębski
Edward i Antonina Korgol
prapradziadkowie:
Agnieszka Jakub i Sowiński
Marianna  i Marcin/Mateusz Kot
Marianna i Szczepan Jedynak,
Paweł i Józefa(.......) Obłoza
Teofila Józef i Krasnodębski
Karolina i Paweł Kasprzak
Stanisław (Józefa)i Franciszka Korgol
Konstancja i Konstanty i Urawski
2xpradziadkowie:
Wojciech i Józefa Rusznica
Antonina i Wojciech Romanowski
Marianna i Józef Urawski
Mikołaj(Marianna,Agnieszka)i Madalena Korgol
Ewa i Jan Łubian
Marianna i Franciszek  Sowiński
Jan i Franciszka Kot
Marianna i Marcin  Szostak
Julianna i Bartłomiej Jedynak
Julianna i Teofil Krause
Franciszka i Wojciech Kasprzak
Balbina i Onufry Brzostowski
Franciszka i Jan Osiński
Anastazja i Józef Krasnodębski
3xpradziadkowie
Jadwiga i Stanisław Karwacki
Ludwika i Wojciech Sowiński
Magdalena i Antonii Osiak
Maryanna i Józef Jedynak
Katarzyna i Roch Osiński
Marianna i Jan Józwicki
Marianna i Bartłomiej Larkiewicz
Małgorzata i Antonii Urawski
Julianna i Józef Brzostowski
Franciszka i Szymon Ziarek
Ewa i Jan Korbul 
4xpradziadkowie 
Marianna i Jan Ziarek
Wiktoria i Błażej Józwicki
Małgorzata i Andrzej Sierański
Rozalia i Kazimierz Sowiński
cdn....